Wyprawa na Triglav (2864m n.p.m.) - Alpy Julijskie
| Data: 19-23.08.2009r | start: w środę 9:00 |
| skład: Bartek, Krzysiek, Sławek | powrót: w sobotę 18:30 |
| trasa: Aljazev
Dom -> Tomiskova Pot -> Dom Valentina
Stanica -> Triglav -> -> Dom Planika -> Przełęcz Luknja -> Bovski Gamsovec -> Pogacnikov Dom -> -> Kriz -> Bivak IV -> Aljazev Dom |
|
Triglav (2864m n.p.m.) - najwyższy szczyt Alp Julijskich.
Wyjazd planowaliśmy od półtora roku. Kolega zaraził mnie pomysłem i zacząłem czytać trochę w Internecie.
Powoli rodził się paln wyjazdu, określiliśmy termin, zebrało się nas 3 osoby i pojechaliśmy.
Zabraliśmy do plecaka zapas wody i jedzenia na kilka dni, plecaki były dość ciężkie.
Wyruszyliśmy z Aljazev Dom (1015m n.p.m.) szlakiem Tomiskova Pot do schroniska Dom Valentina Stanica (2332m n.p.m).
Trasa początkowo biegła stromo przez las, szybko nabieraliśmy wysokości, ale prwdziwe emocje były dopiero przed nami.
Po wyjściu ponad granicę lasu, zaczęła się prawdziwa przygoda, szlak biegnął miejscami po pionowej skale,
gdzie szło się po powbijanych metalowych prętach trzymając się stalowej liny. Widoki zapierały dech w piersiach.
Powoli wspinaliśmy się coraz wyżej, w końcu pokonaliśmy najbardziej stromą część i dotarliśmy do rozdroża szlaków.
Skierowaliśmy się w kierunku schroniska Dom Valentina Stanica (2332m n.p.m).
Wyruszyliśmy w środę, nie mieliśmy rezerwacji i nie wiedzieliśmy czy będą miejsca w schronisku,
ale okazało się że nie ma problemu, w weekend może byłoby trudniej z miejscem,
z drugiej strony to schronisko jest trochę z boku i nie jest tak mocno oblegane jak Triglavski dom na Kredaricy czy Dom Planika.
Po dobrze przespanej nocy wyruszyliśmy
na lekko na małą wycieczkę po okolicy. Poszliśmy na Cmir (2393m n.p.m.).
Trasa nie była trudna, za to bardzo piękna
widokowo. Po powrocie do schroniska
zrobiliśmy popas i wyruszyliśmy na nasz
główny cel tego wyjazdu - Triglav.
Doszliśmy do Triglavskiego Domu na Kredaricy
(2515m n.p.m.), skąd wśród wielu innych turystów, wyruszyliśmy poprzez Mali Triglav (2725m
n.p.m.) na szczyt. Szlak wiódł miejscami
prawie pionowo do góry, szło się po
powbijanych metalowych prętach, droga była
ubezpieczona stalową liną. W końcowej partii
szlak prowadził granią szczytową. Widoki
wkoło były niesamowite, jasny kolor skał
prezentował się przepięknie na tle
niebieskiego nieba, które co chwilę to
zasłaniało się chmurami, to znowu odkrywało
swój błękit.
Po dłuugim pobycie na szczycie
ruszyliśmy w kierunku Domu Planika (2401m
n.p.m.). Oczywiście nie mieliśmy rezerwacji,
a chętnych na nocleg bez rezerwacji było
bardzo dużo. Zajęliśmy strateiczne miejsce w
kolejce i popijając złoty napój,
oczekiwaliśmy na meldunek. Jako ostatnim
udało nam się dostać miejsce na wyrku!
Następni za nami mogli tylko liczyć na
podłogę w jadalnii, na korytarzu itd.
Natępnego ranka wyruszyliśmy dośc szybko, ponieważ mieliśmy przed sobą bardzo długą trasę.
Poszliśmy przez Trzaską Kocę na Dolicu
(2151m n.p.m.), dalej schodziliśmy ostro
(mniej więcej do wysokości ok. 1300m n.p.m.)
aż doszliśmy do szlaku biegnącego na
przełęcz Luknja (1758m n.p.m.), którym
musieliśmy się wdrapać właśnie na tą
przełęcz. Słońce piekło niemiłosiernie, a
nam skończył się zapas wody. Mieliśmy 0,5L
wody na 3 osoby, a przed nami jeszcze dłuuga
droga do celu (Pogacnikov Dom).
Na przełęczy
była chwila oddechu i dalej ostro w górę na
Bovski Gamsovec (2392m n.p.m.) Cały czas
podziwialiśmy piękne widoki i niesamowitą
północną ścianę Triglva. Patrzyliśmy też na
Tomiskovą Pot, którą szliśmy 2 dni wcześniej
- robiła wrażenie.
Ze
szczytu Bov. Gamsovec schodzimy na przełęcz
Dovska Vrata (2180m n.p.m.) Jesteśmy
zdziwieni brakiem turystów, byliśmy
praktycznie sami na szlaku, po drodze
spotkaliśmy Polaków, którzy zmierzali do
Bivaku IV. Dalej, mocno wycieńczeni, bez
grama wody, powłóczymy nogami do Pogacnikov
Dom (2050m n.p.m.). Tutaj ratujemy się
szybkim złotym napojem - od razu lepiej.
Następnie organizujemy popas, podziwiamy
widoki, szczególnie piękna jest dolina
Trenta, którą mamy u naszych stóp, oraz
otaczające ją szczyty. Wybieramy
nocleg w górnej stacji wyciągu towarowego,
zaopatrującego schronisko i idziemy spać.
W nocy szaleje burza, pioruny walą dookoła,
co chwilę robi się jasno i słychać
przeraźliwy huk, który echem odbija się od
otaczających nas gór. Poranek budzi nas pięknym słońcem i nie ma śladu po nocnej wichurze.
Dalszy
plan jest żeby zdobyć Skrlatice (2740m
n.p.m.) - drugi co do wielkości szczyt Alp
Julijskich. Wyruszamy przez Kriz (2410m
n.p.m.), niestety pogoda zaczyna się psuć.
Postanawiamy zejść do Bivaku IV (1980m
n.p.m.) i tu chwilę poczekać na wyklarowanie
sytuacji. Niestety po 1,5h sytuacja robi się
coraz gorsza, widoczność mocno spada i
musimy zmienić plany. Postanawiamy zakończyć
naszą przygodę w Alpach Julijskich i
schodzimy na nocleg do Aljazev Dom. Tutaj
czas zasłużony złoty napój oraz na rozmowy z
poznanymi turystami.
Wyspani,
umyci i bardzo zadowoleni wsiadamy do
samochodu i ruszamy w kierunku kraju. Pogoda
jest wyśmienita więc postanawiamy się nie
śpieszyć, tylko jeszcze trochę podziwiać
widoki. Jedziemy do Kranjskiej Gory i dalej
Ruską Cestą przez przełęcz Vrsic (1611m
n.p.m.) do doliny Trenta. Stąd przez Włochy
na autostradę do Klagenfurtu i do domu.
Alpy Julijskie
są przepiękne, jak ktoś lubi skałę, nie ma
lęku wysokości czy obawy przed ekspozycją,
to koniecznie powinien tam pojechać i
spróbować tego, co oferują te przepiękne
góry.







Edyta