Wakacje 2009 - Chorwacja: Plitvice i Hvar - Ivan Dolac
| Data: 11-27.06.2009r | |
| skład: My + znajomi | |
| trasa: Czechy -> Austria -> Słowenia -> Chorwacja -> Plitvice -> Hvar | |
Czwarty raz w Chorwacji :)
Wakacje 2009r były dla nas dwojako niezwykłe. Ale od początku. Po raz pierwszy
zaplanowaliśmy je już rok wcześniej. Gdy w 2008r byliśmy na Hvarze w Ivan Dolac tak nam się spodobało, że zarezerwowaliśmy
kwaterę i termin na następny rok. Po raz pierwszy nie jechaliśmy w ciemno, co dotychczas było regułą.
Drugą sprawą była kinder niespodzianka, jaką sobie sprawiliśmy na 10 rocznicę ślubu. Jechaliśmy
na wakacje z dużym znakiem zapytania, kto nam się pojawi w lutym 2010? Czy to będzie Marysia czy Maryś?
Wyjechaliśmy w środę (10.06) wieczorem, ze znajomymi, którzy pierwszy raz wybrali się do Chorwacji.
Jak co roku, tak i w tym roku mieliśmy w planach zwiedzenie Jezior Plitvickich. Przysłowie mówi
że do trzech razy sztuka, my dotychczas mieliśmy 3 razy pecha - nigdy nie mogliśmy trafić z pogodą.
Tym razem było idealnie
.
Zaczęliśmy zwiedzanie od dolnych jezior. Po wejściu przez bramę od razu
powalił nas niesamowity widok wody o przepięknym kolorze, migoczące głębią barw jeziorka otulone zielenią drzew.
Mocno przykuwał uwagę Veliki Slap - największy wodospad Chorwacji, wysokość ponad 70m.
Szybko zeszliśmy na dół aby zobaczyć i zachwycić się z bliska pięknem, które widzieliśmy z góry.
Chodziliśmy po specjalnie zbudowanych drewnianych kładkach, które umożliwiały bliskie przejście
przez najciekawsze zakątki. Wielki Wodospad z dołu robił duuże wrażenie, a przyjemna wodna
mgiełka dawała chwilę ochłody od piekącego słońca. Poszliśmy dalej zwiedzać górne jeziora,
każde z nich było inne, każde zachwycające.
Po kilkugodzinnym spacerze wróciliśmy do samochodów i wyjechaliśmy w
kierunku południowym w poszukiwaniu noclegu. Po kilku próbach w końcu trafiliśmy na świetne miejsce
w miejscowości Rudanovac. Gospodarz Velimir okazał się bardzo otwartym i wesołym człowiekiem,
zaserwował nam wspaniałą obiado-kolację z przepyszną świeżo złowioną rybą i innymi lokalnymi atrakcjami.
Rano, po pysznym śniadaniu, wyjechaliśmy dalej, bo do Ivan Dolac był jeszcze spory kawałek.
Bez korków, sprawnie dojechaliśmy do Drvenika, gdzie przeprawiliśmy się na Hvar. Odcinek z Securaja
do Jelsy jest specyficzny, droga jest bardzo wąska i momentami dość niebezpieczna,
niestety na jednym z ciasnych zakrętów, znajomy lekko zarysował błotnik. Na szczęście żadnych
poważnych zdarzeń nie było i spokojnie dojechaliśmy do celu.
Gospodarz z Ivan Dolac powitał nas bardzo serdecznie. Czuliśmy się jakbyśmy znali się od lat
i bardzo się cieszyliśmy że znowu jesteśmy na Hvarze. Mieliśmy gotowe apartamenty, ale najpierw
szybko wskoczyliśmy do Jadranu, w końcu czekaliśmy na to cały rok :)
12 czerwca to dla nas data szczególna. 10 lat temu powiezieliśmy sobie w tym dniu sakramentalne TAK.
Miło że właśnie w ten dzień rozpoczęło się nasze leniuchowanie w Ivan Dolac.
Niestety kolejne dni nie były takie jak zawsze w Chorwacji o tej porze roku. Pogoda pokrzyżowała nam plany.
Zamiast słońca i temperatur ok. 30 stopni, były chmury, wiatr i zimno. Wszyscy mieszkańcy oraz turyści spotkani
w okolicy, mówili że nie pamiętają takiego zimnego czerwca, praktycznie się to nie zdarza :(
Przez brak plażowej pogody mieliśmy okazję trochę pojeździć po wyspie i pozwiedzać okolice. Oprócz
obowiązkowych punktów zwiedzania, takich jak Hvar, Stari Grad, Jelsa czy Vrboska, pojeździliśmy po okolicznych wioskach.
Stara zabudowa oraz spokojne życie mieszkańców nastrajała nas bardzo pozytywnie. Ładowaliśmy akumulatory i wyczekiwaliśmy
słońca. Na szczęście nie cały wyjazd był zimny i mokry. Mieliśmy też kilka słonecznych dni i skorzystaliśmy z nich maksymalnie.
Dwa tygodnie na wyspie minęły bardzo szybko i trzeba było wracać do kraju. Tym razem postanowiliśmy popłynąć ze
Stari Gradu do Splitu, ponieważ tą drogą jeszcze nie płynęliśmy, a przy okazji mogliśmy ponownie odwiedzić stolicę Dalmacji.







Edyta