teper.xsystem.com.pl

Teperscy - nasze miejsce w sieci

SŁOWACKIE TATRY
SŁOWACKI RAJ
Edytka  Bartek  Piotr  Tomek  Marysia
  • Strona główna
  • Co nowego?
  • Nasze podróże
  • Szuflada Edytki
  • Korona Gór Polski
  •  Słowackie Tatry i Słowacki Raj
  • Kontakt:
     Edyta   GG: 4323009  4323009 - Edytka
     Bartek  GG: 4706306  4706306 - Bartek

Listopadowy weekend w Słowackich Tatrach i Słowackim Raju

Data: 7-11.11.2008r, piątek-wtorek  
skład: My  
trasa: Stary Smokovec -> Velka Studena Dolina -> Zbójnicka Chata (1960m n.p.m.)
  Słowacki Raj: Wąwóz Piecky

  W listopadowy dłuższy weekend (7-11 listopada) udało się nam wybrać na nieplanowaną wyprawę na Słowację. Prognoza pogody wskazywała, że będzie ładnie w sobotę, poniedziałek i wtorek, a niedziela miała być zachmurzona. W oparciu o te informacje zaplanowaliśmy wyjście w Tatry oraz trasę w Słowackim Raju, rozdzielone odpoczynkiem w Aquacity w Popradzie.
  W sobotni ranek wyruszyliśmy ze Starego Smokovca (ok. 1000m n.p.m.) do Zbójnickiej Chaty (1960m n.p.m.). Zaskoczyła nas trochę informacja o braku możliwości wjechania/zjechania kolejką na Hrebienok, a ponieważ szliśmy z dziećmi, braliśmy pod uwagę skorzystanie właśnie z tej możliwości, w celu zaoszczędzenia sił i czasu.Mimo tego postanowiliśmy zrealizować plan i dojść do Zbójnickiej Chaty.
  Pogoda sprzyjała wędrówce, jedynie czasami trochę przeszkadzał porywisty wiatr. Chłopcy cały czas dzielnie maszerowali, tego dnia byli najmłodszymi turystami na tym szlaku. Powoli jednak byli coraz bardziej zmęczeni i musieliśmy na chwilę przystawać. W pewnym momencie wszystkie siły im nagle wróciły. Było to przy pierwszych łańcuchach w ich życiu – sytuacja, gdzie trzeba było iść korzystając z pomocy łańcucha okazała się zbawienna. Świetnie sobie radzili idąc i asekurując się łańcuchem. Zapału wystarczyło na dalszą drogę, chłopcy pytali tylko, czy jeszcze będą łańcuchy, bo bardzo im się podobało.
  Szlak do Zbójnickiej Chaty znamy dość dobrze, wiedzieliśmy że po drodze będzie jeszcze jeden moment z łańcuchami, bracia nie mogli się tego doczekać i raźno maszerowali. Po ok. 4h marszu dotarliśmy do schroniska. Widoki, które nam towarzyszyły bardzo się dzieciom podobały, poszarpane, ostre szczyty i granie zrobiły na nich duże wrażenie. Jakże miło nam było usłyszeć „już nas zawsze w takie góry zabierajcie!”.
  Po szybkim posiłku w schronisku, trzeba było żwawo ruszać w drogę powrotną, ponieważ jest już czas zimowy i wcześnie robi się ciemno. Droga w dół nie sprawiała żadnych problemów, chłopaki szybko przebierali nogami a najbardziej oczekiwane były oczywiście łańcuchy.
  Tymczasem, nasze starsze „sokole oko” wypatrzyło tuż pod granią trudnego do zidentyfikowania zwierza. Pierwsza myśl, oczywiście kozica, czyli kamzik po słowacku. Jednakże, gdy po chwili ów czarny stwór zaczął szybciej zbiegać, nieco nam (rodzicom) ścierpła skóra na grzbietach… Kozice, co często w Tatrach obserwowaliśmy, majestatycznie i z gracją skaczą... a to zwierze hmm... toczyło się jak mały rozbawiony ... niedźwiadek... . Co tu kryć, żwawo przyśpieszyliśmy kroku. A na przyszłość nie ma się co zastanawiać – następnym zakupem przed kolejną wyprawą będzie lornetka!
  Udało nam się dość szybko, bezpiecznie i co najważniejsze za dnia, zejść z powrotem do Smokovca, gdzie mieliśmy samochód. Chłopaki zaliczyli najtrudniejszą trasę swojego życia, o największym przewyższeniu. Sprawili się naprawdę świetnie i należały im się szczere gratulacje. Teraz jeszcze obiadek w „Starej Mamie” w Tatrzańskiej Łomnicy (czyli po słowacku: u babci) i powrót na kwaterę.
  W niedzielę prognoza pogody się sprawdziła i niebo było dość mocno zachmurzone. W związku z tym należała się chłopakom nagroda w postaci kilkugodzinnego pobytu w Aquacity w Popradzie. Kąpiele w basenach z wodą od 26 do 38 stopni były niezłą frajdą, część z basenów znajdowała się na zewnątrz co było fajnym przeżyciem, gdyż temperatura powietrza oscylowała w okolicach 7 stopni. Dla chłopaków największą atrakcją Aquacity były oczywiście rury, którymi mogli do woli pozjeżdżać. Poćwiczyli również pływanie na olimpijskim basenie, oraz zaliczyliśmy pobyt w saunie parowej.
  Po dniu zasłużonego odpoczynku przyszedł poniedziałek, znowu piękna pogoda więc zgodnie z planem pojechaliśmy do Słowackiego Raju. Wybraliśmy do zwiedzenia wąwóz Piecky, ponieważ z informacji uzyskanych w internecie, miał on być dość łatwy i w miarę suchy.
  Początkowo droga przebiegała łagodnie się wznosząc, a przez strumyk były przerzucone mostki, po których bezproblemowo przechodziło się nad wodą. Z czasem jednak ścieżka wiodła bezpośrednio strumykiem i trzeba było przeskakiwać z kamienia na kamień aby suchą stopą przejść dalej. O ile dla dorosłej osoby nie jest to problem to dla 6 i 8 letniego dziecka już nie jest takie proste. Musieliśmy cały czas przerzucać dzieciaki z brzegu na brzeg, aby nie zmoczyli butów.Ale prawdziwa niespodzianka była dopiero przed nami.
  Velky Vodospad zaskoczył nas kompletnie, może nie tyle sam wodospad co trasa, która wiodła pionową 15-metrową drabiną! Wrażenia były niesamowite, chłopaki byli chyba bardziej zaskoczeni od nas. Postanowiliśmy pójść dalej, najpierw na drabinę wszedłem z Piotrusiem, szliśmy tak że cały czas go asekurowałem, stając stopień niżej niż on. Powoli, krok po kroku, stopień po stopniu wspinaliśmy się do góry. Piotruś dzielnie sobie radził i bezpiecznie weszliśmy na górę. Jak już zeszliśmy z drabiny, ruszyła do góry Edytka z Tomkiem. Szli w takim samym układzie jak ja z Piotrkiem, powoli, systematycznie do góry. Bezpiecznie weszli na sam szczyt drabiny gdzie odebrałem Tomka i mogliśmy kontynuować wyprawę.
  Ścieżka biegła w wąwozie po różnego rodzaju mostkach, poziomymi drabinkami, cały czas nad strumykiem, który szybko spływał po skałach. Po kilkudziesięciu minutach dotarliśmy do drugiego wodospadu, tym razem był on ciut niższy, a drabina, którą trzeba było się wspiąć, była trochę nachylona, nie taka pionowa jak przy pierwszym wodospadzie. Tak jak poprzednio ja z Piotrkiem poszliśmy pierwsi, jak byliśmy bezpieczni na górze wtedy ruszyła Edytka z Tomkiem. Sprawnie i bezproblemowo pokonali i tą trudność i mogliśmy iść dalej.
  Droga dalej biegła skalnym wąwozem, po mostkach itp. Na szlaku udało nam się spotkać Salamandrę plamistą. Idąc dalej wąwóz się rozszerzał i krajobraz zmienił się ze skalistego wąwozu na leśny. Końcówka szlaku nie przyniosła już żadnych niespodzianek i spokojnie dotarliśmy do połączenia szlaku z Suchej Beli. Tutaj zrobiliśmy popas przed powrotną drogą.
  Ruszyliśmy początkowo niebieskim szlakiem, po 20 minutach skręciliśmy na czerwony szlak który wiódł pomiędzy wąwozami Piecky a Velky Sokol. Szlak przez pierwsze kilkadziesiąt minut nie obniżał się prawie wcale, dopiero pod koniec zaczął trochę schodzić w dół. Jako ciekawostka i zgodnie z nazwą przez kilkadziesiąt metrów towarzyszył nam po drodze naprawdę wielki sokół. Gdy tylko trochę się do niego zbliżaliśmy – podrywał się do lotu i czekał na nas za kolejnym zakrętem.
  W pewnym momencie Edytka znalazła rydza, okazało się że nie był to samotnik, wokoło znaleźliśmy mnóstwo rydzów, niestety tylko 1/3 nadawała się do wzięcia. Bardzo szczęśliwi doszliśmy do żółtego szlaku, którym powróciliśmy do naszego samochodu. Nasz końcowy wniosek - absolutnie nie polecamy trasy przez wąwóz Piecky dla osób mających lęk wysokości, a przy wyprawie z dziećmi lepiej zastanowić się nad bezpieczniejszymi trasami.
  Tak się złożyło że tego dnia Piotruś kończył 8 lat. Była to dla niego wspaniała wyprawa, bardzo mu się podobało że miał takie przygody w dzień swoich urodzin. Na obiado-kolację chłopaki zażyczyli sobie pizzę więc pojechaliśmy do Starego Smokovca do sprawdzonej pizzerii, gdzie można było dodatkowo obejrzeć sobie zdjęcia starych bolidów ferrari i modeli samochodów.
  Czas szybko minął i trzeba było wracać do Częstochowy. Ponieważ we wtorek pogoda również była bardzo dobra, postanowiliśmy pojechać wzdłuż całych Tatr i wrócić do Polski przez Korbielów. Po drodze podziwialiśmy widoki i zmienny krajobraz.
  Był to bardzo udany dłuższy weekend, na którym chłopaki pokazali że mają siłę i ochotę chodzić z nami po górach, więc mamy o czym myśleć na przyszłość.


© 2011 Bartłomiej Teperski