Witamy na naszej stronie.
Jesteśmy już chyba starym, dobrym małżeństwem. Ale może
od początku.
Połączyły nas wspólne zainteresowania turystyką pieszą.
Na studiach staraliśmy się każdą wolną chwilę spędzać na
górskich szlakach. Oczywiście to miłość nas połączyła
ale wspólna pasja związana z chodzeniem po górskich
szlakach była jednym z ważniejszych czynników.
Edytka, dziewczyna ze Starego Sącza i Bartek, chłopak z
Zawiercia, spotkali się przypadkiem, ona wróciła z
Irlandii, on miał zielone włosy. Nie od razu między nimi
zaiskrzyło. Potrzeba było roku ażeby nasze szlaki się
ponownie spotkały. To była ta dziewczyna i ten chłopak,
od razu się zrozumieli i zaakceptowali. Więc po co
czekać ze ślubem? Po dwóch latach znajomości pobraliśmy
się.
Początki małżeństwa były trudne. Nie mieliśmy własnego
mieszkania, a problemy ze stałą pracą i płacą nie
pozwalały myśleć o wzięciu kredytu na zakup własnych
czterech kątów. Byliśmy młodzi, otwarci, co
poskutkowało. Edytka zajęła się tłumaczeniami z i na
angielski a Bartek szukał cały czas jakiejś stałej,
dobrej pracy, jakoś powoli wszystko zaczęło się układać
po naszej myśli.
Na horyzoncie pojawił się potomek, trzeba było znaleźć
inne, większe, bardziej przyjazne lokum, niż do tej pory
mieliśmy. Wynajęliśmy spory pokój z kuchnią. Na początek
wystarczy :) W listopadzie 2000r. na świat przyszedł
nasz pierwszy syn, Piotruś. Kilka miesięcy później
Bartek znalazł stałą, dobrą pracę i robiło się coraz
bardziej optymistycznie. Jeśli jednak chodzi o turystykę
to trzeba było ją odłożyć na później ponieważ sprawy
rodzinne były ważniejsze. Chyba w życiu każdego z nas
przychodzi taki moment wyboru. My wybraliśmy rodzinę, to
dla nas było najważniejsze i jesteśmy z tego dumni.
W lutym 2002 roku pojawił się nam nowy gość w domu, coby
Piotrusiowi się nie nudziło rodzice sprawili mu
braciszka :) Tomek, bo o nim mowa, jest najmłodszym
synem, ale nikt nie powiedział że może kiedyś
nie będzie
miał jeszcze siostrzyczki :)
Trzeba było się rozglądnąć za jakimś większym
mieszkaniem, już na własność, w którym chłopaki mieliby
swój pokój i dla nas znalazłby się jakiś miły kąt. Udało
się zakupić własne M, a przeprowadzka nie była daleka bo
do bloku obok.
Szybko przekonaliśmy się że co dwoje dzieci to nie jedno
:) Oj było u nas gwarno. Najczęściej jak jeden był cicho
to drugi dowodził i tak na zmianę. Momentem, na który
często czekaliśmy z utęsknieniem była chwila kiedy oba
smyki już zasną.
Czas mijał bardzo szybko, dzieciaki rosły, my
młodnieliśmy :) Odkąd chłopaki zaczęli chodzić do
przedszkola mieliśmy trochę więcej luzu. W przedszkolu
nauczyli się sporo, przede wszystkim wspólnej zabawy
oraz samodzielności. W końcu znowu mogliśmy sobie
pozwolić na jakieś drobne wypady w góry. Tatry, Beskidy
to miejsca w których najczęściej bywamy.
Ponieważ oboje pracujemy to czas, jaki możemy poświęcić
na jakieś wypady w góry czy gdziekolwiek indziej, jest
mocno ograniczony, nie mniej zawsze kilka razy w roku
udaje nam się skoczyć tu i tam, żeby zupełnie nie dać
się zwariować codzienności.
W lutym 2010 roku nasze życie ponownie się zmieniło.
Gdy nasz kącik domowy był już w miarę poukładany i mieliśmy coraz więcej możliwości
podróżowania, w naszym gniazdku pojawiła się Marysia (a nie pisałem wcześniej
że może jeszcze kiedyś chłopaki będą mieli siostrzyczkę? ) :)
Musieliśmy ponownie przypomnieć sobie czasy gdy chłopcy byli mali. Pieluchy, kąpiele,
nieprzespane noce... Na jakiś czas musieliśmy znowu ograniczyć aktywny tryb życia,
ale do niego na pewno wrócimy.






Edyta